| Zabytki Księstwa Sarmacji | |
|
Zabytki klasy "0" Zabytki klasy "I" Zabytki klasy "II" |
:: Dolmen w południowej Sarmacji Nr inw. D/V/01/1215 Gdyby zapytać przeciętnego Sarmatę, gdzie jego przodkowie odprawiali obrzędy ku czci swoich starożytnych Bogów, bez wahania odpowiedziałby: "No, wiadomo, że w Jaskini światła w Athos". Poza osławionymi przesileniami letnimi, które obchodzono w tychże jaskiniach, były także równonoce, były obchody początków miesięcy, były spotkania mieszkańców wsi w celu zjednania sobie bóstw na wypadek katastrofy, i wiele, wiele innych okazji do odprawiania religijnych rytuałów. Trudno sobie wyobrazić, żeby wszyscy mieszkańcy starożytnej Sarmacji za każdym razem udawali się w mozolną podróż górską. Dlatego też istnieją na całym terytorium Sarmacji kamienne kręgi, a także dolmeny, z których, niestety, niewiele przetrwało próbę czasu. Ciekawym przykładem takiego megalitu jest położony na południowych wyżynach dolmen, który w stanie nienaruszonym zachował się do dziś.
W głuszy leśnej, daleko od cywilizacji, dumnie stoi dolmen, jakby wcale nie minęły tysiące lat od ustawienia tych kamiennych, litych brył na sobie. Warto zresztą wiedzieć, że jego wiek datuje się na okolice tysiąca lat p.n.e., czyli niedawno, porównując ze Stonehenge, ale jak na Sarmację, jest to starożytna historia. Ubita ziemia na której stoi nie rodzi z siebie żadnych roślin, może poza chwastami i grzybami. Gdy przyjrzeć się z bliska megalitowi, można dostrzec jakieś tajemnicze rysy, jakby runy albo glify, które miały zapewne chronić zmarłych przed złymi duchami. Biorąc pod uwagę, że miejsce spoczynku starożytnych przetrwało chrystianizację i eskapady rabusiów grobów, napisy te, skrzętnie wykute przez piśmiennych kapłanów najwyraźniej posiadają jakąś prawdziwą moc. Dolmeny, jak wiadomo, są grobowcami, ale w kulturze sarmackiej posiadają jeszcze rolę 'miejsca świętego' jako dodatek do typowej funkcji, za sprawą wyraźnej cechy wiary Sarmackich ludów - kultu zmarłych. Sarmaci, gdy obchodzili poszczególne święta, szli pod dolmen, gdzie odprawiali swe modły w różnorakich formach, od medytacji zaczynając, a na szaleńczych pląsach kończąc. Obecnie nie można wiarygodnie opisać takiej 'mszy', gdyż niestety dawno zapomniano o przebiegu pogańskich obrzędów. Można jedynie stwierdzić, w związku z miejscem tychże obrzędów, że rytuały miały na celu przyzwanie dusz przodków z zaświatów, by chroniły osadę, bądź spełniały prośby mieszkańców. Mimo bariery, jaką ustala niewiedza o ówczesnych kultach, to popuszczając wodze fantazji można sobie wyobrazić takie obrządki. ...Zapada zmrok. Ogniska rozpalone wokół dolmenu stają się jedynymi źródłami światła w lesie, odstraszając przy tym wszelką zwierzynę. Zgromadzeni zaczynają mantrować jakieś zaklęcia, stwarzając przy tym jedność w obliczu dzikiej puszczy. Wtem zaczynają bić bębny, a mantra uczestników staje się głośniejsza i wręcz rytmiczna. W krąg ogni wkraczają młodzi, którzy zaczynają swe szybkie, wycieńczające tańce. Nagle wszystko zamiera i pod dolmen wchodzi 'guślarz' z koszem owoców, warzyw i wszelkiego jadła danego przez lud dla swych przodków. Ci, którzy wcześniej skandowali swe modły, teraz w myślach przemawiają do swych dziadów i pradziadów, a ci, co tańczyli, klęczą w ekstazie, będąc jednością ze światem, swoistej nirwanie... To był oczywiście fabularyzowany opis stworzony z domysłów i badań obecnej kultury ludowej, ale któż wie, czy nie tak wyglądały obrzędy starożytnych ludów sarmackich? Do dziś wkoło tych pradawnych dolmenów unosi się mistyczna aura. Może to swoista 'genetyczna pamięć'? Trudno to stwierdzić, ale na pewno można powiedzieć, że nasi Sarmaccy przodkowie byli uduchowionym ludem. Maksymilian K. Gutowski |